• Wpisów:1358
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:336 dni temu
  • Licznik odwiedzin:78 191 / 3195 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
z okazji tego, że to już jutro, wklejam ten film, kto wie ile pociętych żyletkami pingerowiczek miało takich opiekuńczych rodziców


dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane
 

 
 

 
Pokolenie smarfonów na weselu siedzi i klika. Ale że wesele zaskoczyło, to odłożyli smartfony, dopili wódkę i zaczeli tańczyć. A gdy się skończyło, wsiedli pijani do busa i...
  • awatar eMsik.: Najgorsza rzecz.. Ja na weselach telefon mam w torebce i tam leży.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Gdy próg domu przestępujesz, to tak jakby noc sierpniowa zaszumiała wśród listowia, a ty przodem postępujesz...


 

 
Niech Was tytuł nie zmyli. To nie jest o wojnie, ale o tym jak kształt świata wpływa na potęgę i słabośc krajów i jak się robi pieniądze. Elity świata o tym wiedzą. Polskie elity niestety nie. I nic nie zmieni Duda, Komorowski czy Kukiz albo Korwin. Ja bym głosował na Brauna, on o tym wspominał kiedyś.

Polecam przynajmniej 15 minut na początku. Opis geografii świata od strony prawdy o lokalizacji krajów.
  • awatar Lelumpolelum: @american ♥ woman: tez jestem katolem
  • awatar american ♥ woman: Braun? ten chory katol? To ja już wolę Dudę :D
  • awatar kindabutterfly: Ja niestety wiem co mi dolega. Wiem co jest tego przyczyną i wiem, że na dany moment nie jestem w stanie wyjsc z tego. A nie chce niczyjej pomocy, bo to sie równa rownież i z przytyciem. Dla mojego mózgu są rzeczy ważne i mniej ważne. A bycie chudą jest to ważniejsze, mimo że w duszy jestem tym wszystkim wyczerpana. Dziekuje za swego rodzaju troskę z Twojej strony ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
o nie moge, nie moge, ja piernicze

Kerkdriel, Kerkdriel (emot wyrażąjący zarazem rodzpierdziel i załamke)
 

 
stwierdzilem dzis w pracy ze :

polak polakowi- polakiem
  • awatar Dromerij: Z tym niestety się zgadzam. Chociaż jak to zwykle bywa i od tej reguły są wyjątki. Na szczęście :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
He says "Bill, I believe this is killing me"
As the smile ran away from his face
"Well I'm sure that I could be a movie star
If I could get out of this place"
 

 
Marcel, kierownik, jak się dowiedział, że na firmową kolację wybierają sie wszyscy Polacy, to zadzwonił do restauracji i zamówił o jedno piwo więcej dla każdego. I w ten sposób, oprócz pysznego chińsko-japońskiego żarła z szwedzkiego stołu, każdy z nas wypił po trzy piwa 25ml. Typowe.


 

 
Posiadanie w samochodzie radia wiąże się z pewnym wyjątkowo wkurzającym faktem. Czasem słyszysz jakąś piosenkę i ona "za tobą chodzi". Kochany Axeluitzendbureau normalnie nie wyposaża mi samochodu w to urządzenie, ale ostatnio coś mu się odwidziało i zaczęło się.

Ze dwa miesiące pewnie mnie prześladowała ta piosenka. Nie wiedziałem kto to i co to. Ale obiecałem sobie że znajdę i ściągnę całą płytę. Co to za zespól myślałem tak gra. I nuciłem, nuciłem....

A rzeczywistość znowu okazała się prozaiczna



tylko co z tego... piosenka klasa Robin
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
co by nie zapomnieć gdzie to jest w internetach wrzucam przejaw moich nieskomplikowanych wiejskich gustów muzycznych
  • awatar Arianda: świetna
  • awatar Tancerka Gosia: Świetna nutka ;), zapraszam do odwiedzenia mojego bloga, do komentowania, oraz jeśli się podoba to do obserwacji ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kiedyś wszystko było takie proste. "Ja uważam że...", "Moim zdaniem...", "Wierze, że rzeczywistość...", "A co do Boga to sądzę...". Mniej więcej od takich sformułowań zaczynałem mówienie o tym w co wierzyłem. Tak mi było wygodnie i tego się trzymałem.

Tylko, że to było dla mnie. Bo tego potrzebowałem. Bo bałem się , że może być inaczej. Bo w ten sposób moje dobre o sobie mniemanie nie ulegało samozachwianiu. Bo nie musiałem sobie niczego wyrzucać. To była MOJA religia.

Gdyby opowiedzieć to językiem matematyki, to na pytanie "Ile jest dwa plus dwa" odpowiadałem sądzę że osiem. I na tym kończyłem swoje wyliczenia, bo nawet jak ktoś powiedział mi - "Przecież to jest cztery", to mogłem użyć tej wygodnej nowoczesnej formułki "Ty tak sądzisz, moje zdanie jest inne. Każdy ma prawo do swojego zdania".

Niestety prawda czekała za rogiem na moment w którym będę mniej uważny, a ona wyskoczy i powie - "Patrz, to ja. Cztery". Przekonać się, że to proste równanie sam zakłamywałem, było dość nieprzyjemne. Przekonać się, że prawda o Bogu, o świecie jest inna niż sądziłem było niemiłe. Ale najgorszym z najgorszych było przekonać się, że to co myślę o sobie jest kłamstwem, było rzeczą nie do zaakceptowania. Bo przecież jestem dobrym człowiekiem - prawda?

A jednak nie jestem dobry. I nie byłem. I chyba nie będę już nigdy. Owszem zmieniam się trochę, ale prawda stoi koło mnie i mówi - to jeszcze nie to. Spójrz na siebie. Zmień się.

I zaczęła się wieczna wojna. W każdej najprostszej sytuacji. Ja chce zrobić tak, a prawda mówi mi - nie wolno, zrób inaczej. Walczę więc codziennie. Po mojej stronie walczy diabeł, po stronie prawdy Bóg. Gdy wygram, przegrywam. Robię źle. Gdy przegram, wygrywam. I nie przynosi mi to radości. Bo bardzo chcę aby było po mojemu.

Wstań rano i wypełnij swoje obowiązki, bo to jest słuszne - słyszę ale nie chcę wstać rano. Bo obowiązki są niefajne, a ja wolę coś innego. Zrób coś dla kogoś, bo on tego potrzebuje- słyszę. Ale ja nie chce tego robić, bo to zmusi mnie do zrezygnowania z cząstki siebie. Toczę więc wojnę udając że dwa plus dwa równa się pięć. Albo chociaż cztery i pół. Żeby choć pół dla siebie zostawić. I niestety wygrywam. Zawsze wychodzi mi coś rożnego od czterech.

Taki już jestem. Zbliżam się do prawdy, do tej czwórki. I kiedy już jestem prawie na miejscu uciekam. Bo bym przegrał i stracił SIEBIE. A to dla mnie takie ważne. JA jestem dla siebie ważny. Więc wygrywam troszkę tylko. Byle powiedzieć - przecież jestem dobry. Nie święty ale dobry. Tak mi wygodniej.

Ale w równaniu 2+2 wynik nie może wynosić 4,000003. Musi być 2+2=4.

Pamiętam jak po jednym z takich moich lepszych okresów religijnych, kiedy już prawie doszedłem do tej czwórki, złamałem się przez dziewczynę. Bo mnie nie chciała, tylko innego. Bo kochała jego a nie mnie. I wiedziałem, że to się nie zmieni. Chyba że zacznę nią manipulować, co jest złe. I zwyczajnie się złamałem. Nie zacząłem manipulować, ale sam fakt że dopuściłem taką możliwość oddalił mnie strasznie daleko od Boga. Bo to było świadome. Zatrzymałem się tylko przez przerażenie jakie mnie kiedyś ogarnęło. Bo na myśl o krucyfiksie, coś we mnie bluzgnęło potwornym stekiem przekleństw. Zbytnio złudzeń nie mam, że to ja. Po prostu usłyszałem głos swojego sojusznika, który prawie wygrał, ale zdradził się w ostatniej chwili. Egzorcyści nazywają to "diabelską telepatią". Dobry termin. On mi pomaga codziennie wygrywać. A walczę z Bogiem. I tylko gdy przegram jest dobrze. Bo gdy robię, to co chcę, gdy postępuję tak jak to wynika z mojej istoty, wtedy robię źle.

I chyba nigdy nie skończy się ta wojna we mnie. Bo nie potrafię zaprzeć się samego siebie.

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 16,24-25).

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Swoją drogą, zarówno ja jak i mój najlepszy kumpel uważamy, że zmarnowaliśmy sobie młodość słuchając metalu a nie disco polo. Szkoda.
  • awatar rappeler: w życiu nie słuchałam metalu i zdania nie zmienie :D:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czy to FB czy Pinger, to mam wątpliwe szczęście wpadać na wpisy ateistów, którzy ŻYJĄ deklaracją wiary podpisaną przez część lekarzy. Zatem pozwolicie, że zdefiniuję to pojęcie

Ateizm - jest to ukierunkowana na wierzących, bezmyślna nienawiść.


Biedni są Ci ludzie, naprawdę biedni...
  • awatar american ♥ woman: To samo możnaby napisać o wierzących. Ja nie wierze w żadną religie a Ty tak. Oto definicja. :) peace&love
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
ojojoj Portugalia w 94 minucie uciekła spod topora ) a już miałem napisać esa do mojego kolegi, fana CR7 i Realu, pracownika fabryki krzeseł

"A nie mówiłem, że wysłanie Cristiano kleju do krzeseł zamiast żelu do włosów to był zły pomysł?"

tymczasem "boski" CR7 zaasystował i Portugalia wyrównała
 

 
Mam kumpla który ma schizofrenie. Właśnie przez kilka chwil klikaliśmy na FB. Zwykle fejsa nie używam, ale że mam 10 dni płatnej przerwy od pracy (skręcenie kostki, wypadek w pracy) to zajrzałem. Dialog wyglądał mniej więcej tak:

-nawet jak idę przez las to nie czuje się tak
-jak wtedy gdy jestem przez nich zaszufladkowany
(ja): nie rozumiem, przez kogo?
-rzucają nasze ciała na stosy żeby spalić trąd
(ja) nie rozumiem, pisz konkretnie
-obudź się Henrich
-wiesz o czym pisze

I dalej w tym stylu. K. nie może spać i przez to też traci kontakt z rzeczywistością. Po kilku zarwanych nocach szaleje mu logika.


Morał: unikajcie death metalu, alkoholu i przewrażliwienia na punkcie kobiet
 

 
mała ma tu 2 minuty




to małe czarne to właśnie ono
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Idę sobie przez Kerkdriel. Mijam ogród na którym nazbyt bogaty miejscowy ma sarny. Nagle patrze a sarnie wypadł worek owodniowy(czy jak się to nazywa) a w nim maleńka sarenka. Wow.

To jak wygrać los na loterii. Zrobiłem kilka zdjęć. Jak dopadnę kabelek to wrzucę.
 

 
naprawdę galeria postaci jakie spotykam tu w Holandii to za dużo nawet jak na mój blog
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Nadmiar czasu sprawia ze znowu chciałbym coś napisać, a zatem:

Może z dziesięć lat temu i wcześniej stan emocjonalny mojej osoby nazwałbym katastrofą. Brak sensu życia, celu. Dodatkowo pragnienie czegoś nieokreślonego, co trudno mi było nazwać. To niezaspokojenie kierowało moje życie na tor poszukiwań. Poruszałem się po nim w bardzo egoistyczny sposób. Skoro czegoś szukam, pragnę, to wszystko co stoi mi na przeszkodzie jest złe. Umierałem w ten sposób w środku.

Dziś wydaje mi się, że po prostu nie zadałem sobie kilku elementarnych pytań, jakie powinien postawić sobie każdy człowiek. Kim jestem? Skąd przyszedłem? Dokąd zmierzam? Czym jest świat dookoła? Bez odpowiedzi na nie nie mogłem znaleźć tego czegoś, co szukałem po omacku, nie bardzo wiedząc czym jest.

BO JAK ZNALEŹĆ TO CZEGO SZUKAM, SKORO NIE WIEM CO TO JEST?

W efekcie moje życie było cichym cierpieniem. Umieraniem wewnątrz. Śmiercią ryby pozbawionej wody, która rozwiera pyszczek dusząc się powoli.

Dziesięć lat później znam odpowiedzi na te pytania. Moja niewiedza na temat tego czym jest świat była spowodowana olbrzymią lawiną kłamstwa, która w sposób materialny tłumaczyła wszechświat. Która pozbawiała świat sfery ducha. Moja ślepota na sferę ducha była wywołana własną pychą i miłością własną, tak zgrabnie podsycana satanistyczną filozofią, która wyziera z każdego zakątka tego świata. Religijnym i antychrześcijańskim Matrixem. Kłamliwymi książkami rożnej maści ateistów, które czytałem, w sposób bezkrytyczny. Satanistycznym metalem, który wsączał mi swoimi tekstami jad w duszę. Żeby wymienić tylko kilka z tysięcy trucizn jakie pobierałem od ludzi równie zagubionych jak ja. Dziś wiem, że świat ma sferę ducha, a człowiek nie jest zwierzęciem. Seks to wyrażanie miłości a nie dążenie do przyjemności.

Odpowiedź na pytanie kim jestem była dla mnie trudna. Zawsze widziałem się na kształt tytana. Osoby która ma więcej i jest kimś więcej. Przekonanie się że to nieprawda. Że jestem zwyczajny i przeciętny przyszło mi z wielkim trudem i do dziś łapię się na myśleniu o sobie, jak o kimś lepszym, zdolniejszym, sprytniejszym, inteligentniejszym, a nawet - o zgrozo- ładniejszym niż inni.

Wiem że zmierzam do nieba albo piekła. Nie wiem teraz dokąd dojdę. Mam nadzieję, że do nieba, ale znając siebie to drugie nie jest wykluczone. Umrę to ostatecznie się to zadecyduję.

A czym jest świat dookoła? Cierpieniem. Cierpieniem wywołanym brakiem miłości. Bożej miłości, która przenika każdy aspekt naszego życia, ale którą odrzucamy świadomie lub nie i przez to cierpimy. Wielcy myśliciele chrześcijaństwa mówią, że Bożą miłością jest wypełnione nawet piekło. Ale nienawiść potępionych
do Boga zmienia tą miłość w piekielny ogień. Coś w tym jest. Dziś ludzie tak się nastawiają na siebie, że cierpią. Cierpią i ranią innych. Sami okaleczeni okaleczają innych. Dlatego potrzeb nam lekarza. Sami się nie potrafimy uzdrowić. A uzdrowić nas może tylko woda życia, której pijemy tak mało.

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. (Mt 11:28-30)
  • awatar Lelumpolełum: @๒เק๏lคг lค๔у: Bóg to On, osoba. Ktoś kto z niesamowitym taktem czeka i czasami nie doczekuje się na ten jedyny taki moment a tymczasem życie mija.
  • awatar rappeler: dobre to,...
  • awatar ๒เק๏lคг lค๔у: Bliskie są mi takie poszukiwania. Pisząc o Bogu, masz na myśli istotę wszechmocną czy raczej duchową siłę, coś w rodzaju czystej energii miłości?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
o jak mi się nie chce
 

 
Błąd jaki się popełnia spoglądając na Holendrów polega na niewłaściwym ocenianiu ich jako społeczności/grupy/narodu. Ogólnie panuje opinia, że są bardzo tolerancyjni, ale moim zdaniem nie jest to prawda. Być tolerancyjnym znaczy dopuszczać, że ktoś ma prawo do bycia innym, do innego zachowania. Holendrzy natomiast po prostu nie zwracają nikomu uwagi, że coś robi nie tak, że jest nie akceptowalny, nie powiedzą nikomu przestań, aż dojdzie do wybuchu, który w ich wykonaniu wygląda bardzo łagodnie. Są skryci jak Anglicy i nie ukazują emocji, więc i wściekłość jest przez nich ukrywana. Reszta emocji też, nawet te łagodne.

Obserwuje czasem jak ponoszą ich emocje, choć to ukrywają i się uśmiechają, ale te ich uśmiechy są minimalnie nerwowe. Niedawno widziałem rozmowę faceta z kobietą. Siedzieli naprzeciwko mnie, więc widziałem dokładnie ich mimikę. Musieli rozmawiać ze sobą, bo to taki wymóg ich kultury, rozmawiać z każdym, nawet nieznajomym. W autobusie kierowcy z pasażerami, na ulicy przechodnie z rowerzystami, w sklepie kasjerki z klientami. Siedzieli więc koło siebie i rozmawiali. Gość na początku był dla niej interesujący. Początkowo ona się do niego uśmiechała bokiem, (bo oni nie patrzą sobie w twarz w restauracji) a on mówił do niej z pewnym ożywieniem (też bokiem). Potem nagle coś się zmieniło. On dalej mówił, ale ona uśmiechała się z leciutkim wysiłkiem, który manifestował się tylko w kącikach ust. Polka by po prostu przestała się uśmiechać, słuchała by dalej ale bez uśmiechania się, co byłoby znakiem dla niego - "spuściłeś z tonu, zaczynasz mnie nudzić". Ale Holendrzy w takiej sytuacji dalej rozmawiają i po krótkiej chwili zobaczyłem, że on też rozmawia jakby z lekkim wysiłkiem. Oboje zaczęli się sobą nudzić, ale kultura zmuszała ich do kontynuowania tego teatru.

Dlaczego więc Holendrzy moim zdaniem nie są tolerancyjni? Ponieważ nie potrafią powiedzieć - Przestań ględzić, nudzisz mnie. Ani powiedzieć - dobra, nie gniewaj się ale już mi się nie chce cię zabawiać, moja złociutka. Nie potrafią też powiedzieć - Nie lubię cię, bo nie podoba mi się Twoje zachowanie, przestań. Człowiek tolerancyjny dopuszcza odmienność, Holender tylko powstrzymuje się od interweniowania i pokazywania swojego zdegustowania czy zażenowania. Choć czasem zrobi coś za plecami osoby której nie toleruje, np. zwolni ją z pracy albo...

Rozmowę o której pisałem, obserwowałem na firmowym spędzie pracowników. Kręgle a potem wyżerka. Było nas pięciu Polaków, ja kierowca. Oni zamawiali raz za razem to samo.
-Something to drink? Koffie? Tea?
-Four times whisky with cola.
I tak z dziesięć razy. Whisky, bo opowiedział mi Mirek historię z ich pierwszego wypadu na kręgle, sprzed dwóch lat. Zamawiali raz za razem wódkę i pili ją, jak to przepici goście z Polski. Oczywiście pochłanianie publiczne tak mocnego trunku w takim tempie było dla Holendrów szokiem. Nikt im nie zwrócił uwagi, ale boss firmy podszedł do kelnerki i powiedział, że nie wolno jej podawać im już wódki. Tak to wygląda w Holandii. Zamiast zwrócić uwagę, udajemy, że jest okey. Ale za plecami, tam gdzie nie trzeba pokazywać emocji, znikają pozory i działamy zgodnie ze swoją skrytą naturą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zasadniczo kupiłem go tydzień temu ale dopiero teraz chce mi się coś napisać. Praca w Holandii jest fajna, choć dość wyczerpująca fizycznie. Na początku pracy w styczniu sortowałem palety z piwem Palm. Prosta robota. Wyciągałem ze skrzynek wszystko co nie było 25cl i uzupełniałem takimi butelkami. Pozostałe to w 97% były 30cl jednego typu i te szły na inne palety. Wychodziło paleta trzydziestek na 4 do 8 palet 25cl. Zmierzyłem dystans wtedy licznikiem kroków w komórce i wyszło mi że robię ok 7km dziennie z obciążeniem, czyli zwykle skrzynka z pustymi butelkami. Czasem tylko trzeba było przeciągnąć paletę o około 20 metrów, średnio 30 palet dziennie.

Teraz sortuje skrzynki z Albert Heijna. Alberty to zwykle mieszanka jak nie wiem co. Różne skrzynki a w nich przeróżne, niepasujące zwykle butelki. Pierwsze półtorej miesiąca to był chaos. Musiałem się nauczyć jakie butelki do jakich skrzynek. Butelki to już nie tylko 25cl i 30cl. Były też 33cl, 33cl niemieckie, 33cl La Trappe. 30cl różnego typu. Szampany, mineralki, 50cl kilku typów. Poza tym trzeba było się nauczyć ze 150, 200 różnych rodzajów palet i przede wszystkim miejsc na hali, gdzie są położone. Do tego różne układy skrzynek na paletach. Na krzyż, z "kominem", obok siebie, 2-2-3 Duvelów, 3-2-2 Grimbergenów. Do tego musiałem się nauczyć na ile poziomów. Na 5, na 6 poziomów, wyjątki na 7. Niektóre były na 8 poziomów, a Perrier aż na 10. Wszystko się mieszało na początku, zresztą i dziś mi się zdarzy pomylić.

Ale mam to już za sobą. Ludzie przychodzą do nas i odchodzą, ja już czwarty miesiąc tam robię, raczej mnie nie zwolnią. I na pewno nie dostanę podwyżki. No i kupiłem komputer

Wreszcie.
  • awatar Pretty hurts.: ja pracowałam w sklepie i głównie zajmowalam się piwem i noszeniem skrzynek i nigdy więcej. nie dość, że zdarte ręce to jeszcze kręgosłup mi odpadał ze stopami..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
To jest Stefan, mój współlokator.

 

 
miałem to, miałem robić tamto....

nie chce mi się, chyba wychodzi ze mnie 9tygodni sortu butelek

weeeeeellllllllll............

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Niechciej - klasyczne, występujące u trzydziestosześciolatków, niechcenie robienia czegokolwiek

 

 
hurra jestem w domu, co prawda tylko na tydzien ale nie ma co się przejmować

jutro strat sieci bo mam zaległe rachunki więc będzie można coś popisać
  • awatar barbarella: Witaj w Polsce, nawet jesli tylko na tydzień :) Miłego pobytu!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
i pora do pracy isc...
 

 
Idzie sobie czlowiek na spacer a tu dwiescie metrow od domu stado wkelbładow... NO koment
 

 
Siodmy tydzien w Holandii pasowałoby otworzyc jakas cenna refleksja. Np nie ma sie co przejmowac ze zupa byla za słona albo podroz przed siebie to podroz w głab siebie ale ja powiem tylko dwa słowa. Jem marchewke.
  • awatar doradca osobisty: Smacznego życzę :) całkiem miło że u Ciebie jest tyle tekstu do poczytania. Chętnie zajrzę na dłużej. pozdrawiam M.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
mamma mia, kupilem na prezent perfumy za 47 tubylczych monet
 

 
29 palet po 7 warstw i 10 skrzynek na warstwie kazda z 24 piwami przeszlo dzis przez moje rece.
 

 
Msza w Gilze gdzie mieszkam jest w niedziele rano. Idac na nia mijam kapliczke z Maryja i dzieciatkiem i przechodze droga Sint Franciskus. Msza po niderlandzku ze spowiedzia powszechna. Jest na niej ze dwiescie staarszych ludzi. Wszyscy ida do komuni. Ale na mszy sie nie kleczy. Ja klecze gdy jest przemienienie bo wiem jaki jestem rogaty. Oni nie zginaja kolan to i sie nie dziwie ze nie nauczyli mlodszych wiary. Troche ta msza przypomina mile spotkanie w wiekszym gronie. Ale ze sa spotkania milsze to mlodzi wola dyskoteki